czwartek, 20 lutego 2014

Przeprosiny/ wyjaśnienia/ sporstowania czyli to co zawsze ....

Moi Drodzy wiem trochę bardzo was zaniedbałam, ale jest to spowodowane moja nie ubłagalnie zbliżającą sie maturą. Nie mam czasu na nic bo nie dawno miałam próbne matury, teraz próbuję napisac prace maturalną. Postaram się wykrzesać odrobinę czasu aby dodać posty.
 A i nie mam zamiaru zawieszać bloga zbyt wiele czasu na niego przeznaczyłam wiem,że wielu z was juz tak myślało ale nie blog jest był i będzie.

Pozostaje mi Was przeprosić i prosić o wyrozumiałość .

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 45

Dom Violetty

Violetta
Kiedy weszłyśmy do domu o mało co nie doznaliśmy zawału. Było zbyt cicho i zbyt pięknie. Znam Leona i wiem do czego on jest zdolny ale to przeszło przynajmniej moje oczekiwania.
Wchodząc do domu było przyciemnione światło i już to wywołało nasz lekki nie pokój. Pod stopami czułyśmy płatki róż. Ułożone w strzałki. Na jednej ze strzałek spostrzegłyśmy zdjęcie Evy.
-To ja was moje drogie Panie najwidoczniej opuszczam. Jeśli nie wrócę powiedziecie moim rodzicom,że ich kochałam-powiedziała z przejęciem Eva i udała się do jednego z pokoi w moim domu. Co oni wykombinowali?
-Dobra to idziemy dalej -zaproponowała Cami.
-Wła...-chciała powiedzieć Ludmiła ale jakby coś jej przerwało.
-Ludmi wszytko ok?-zapytała przestraszona Fran.
-Ej ludzie ale jej tu nie ma - powiedziała zdezorientowana Nata.
-Pomału przestaje mi się to podobać-powiedziałam pełnym irytacji głosem.
-Eva dostaje jakieś zdjęcie, Ludmi ginie bez śladu- dodała równie jak zdenerwowana Cami.
-Co oni kombinują?-próbowała odnaleźć się Fran.
Po chwili otrzymałam SMS od nieznanego numeru.

"Nie ma się czego bać one są bezpieczne"

-Ej słyszałyście tam coś jest- powiedziała Natalia.
-Gdzie?-powiedziałyśmy jednocześnie.
-Chwila a która to powiedziała?-powiedziała pełnym głosem przerażenia Camila.-Oni myślą,że mnie jedna wiadomość uspokoi, to się grubo mylą.
-Spokojnie idziemy dalej bo na razie nawet do jadalni nie dotarłyśmy a trzech z nas już nie ma-próbowałam je uspokoić. Ja sobie z Verdasem porozmawiam. O ile nie zniknę.
-Spójrzcie w lustro-uprzedziła nas Cami.-Teraz przynajmniej bd widzieć jak się gubimy.
-Ale chwila coś tam jest przyczepione.-dostrzegła Fran i odczytała tą kartkę- jednak nie wszystkim chce się bawić w porywanie.
Pokazała nam kartkę na której było napisanie
Ti amo.
-Dobra ale to nam nic nie daję- przywróciła nas do porządku Cami.
-To jest pismo Marco-tłumaczyła się Fran.
-Tam jest Brodway !- wskazała palcem na taras Cami.
-Tam nikogo nie ma -powiedziała Lara
Ale jej już  nie było.
-Fajnie wszystkie się pogubcie- powiedziała poirytowana Mary.-Wy tu przynajmniej macie swoich facetów a my co zostaniemy na środku korytarza próbując się stąd wydostać i jedno....
-Halo Mary co się stało....
- No nie bez jaj nie ma jej, w prost genialnie teraz to ja na pewno zostanę sama-powiedziała juz delikatnie mówiąc zdenerwowana Lara.
-Spokojnie ja zostanę z Tobą. Verdas jest przewidywalny chyba...
-Dobra ile nas zostało musimy się trzymać jak najbliżej siebie. - powiedziała stanowczo Fran.
-Nie ma Mary, Cami, Naty, Ludmi, i Evy.
-Czyli zostałam ja Lara i Ty Fran .
-Idziemy dalej i trzymamy się razem -powiedziała ze strachem w głosie Fran.
Poszłyśmy w głąb salonu a tam na stoliku leżały sobie podgrzewacze, które tworzyły FRAN <3.
-To ja tu chyba zostaję-powiedziała ucieszona Francessca. - Mówiłam przynajmniej jeden nie bawi się w por...
-No chyba jednak się bawi- dodała z ironią w głosie Lara.
-Trzymamy się razem i idziemy na górę. Bo coś czuję,że zaraz to wszytko się skończy.-powiedziałam z nadzieją w głosie.
-Idziemy
Wchodziłyśmy powoli po schodach rozglądając się na wszystkie strony .
-Jesteśmy na górze-powiedziałam z ulga w głosie,ale chwila-Lara halo jesteś?-Chyba mówię sama do siebie.-Dobra Verdas co Ty kombinujesz bo dobrze wiem,że to Twoja sprawka.-Ale bez reakcji, cholera co on wymyślił . Starałam się być czujna, ale on jest nie obliczalny. Po chwili stała się jeszcze większa ciemność...to jest po mnie. Straciłam przytomność.....

***
Taki króciutki ...Jak sądzicie czy to był Leon...Przepraszam,że tak długo musicie czekać na rozdział,czasami zastanawiam się czy go nie zawiesić skoro was tak zaniedbuję....
Może uda mi się jeszcze napisać coś w tym roku. Choć za równy tydzień mam 100-dniówkę i ten tydzień to bd istna masakra. Miłej lektury<3
Pozdrawiam:*

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzonka;d

Moi Drodzy Wierni Czytelnicy :*



Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć każdemu z osobna zdrowia,
 miłości, szacunku. Poszanowania do drugiego człowieka i do samego siebie. 
Aby Nowonarodzony Chrystus stał sie przyczyną pojednania z naszymi wrogami. 
 Aby każda chwiala spędzona w gronie najbliżyszch była Magiczną;**
 Wesołych Świąt;*


 Tego życzy
Karolina K.








sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 44

Dom Francesski

Violetta
Ciekawe czy mój dom jeszcze stoi? Tyle chłopaków w jednym a właściwie w dwóch budynkach...strach się bać to mało powiedziane. Ciekawe jak przebiega realizacja planu. Mam nadzieję,że wszytko przebiegnie zgodnie i po naszej myśli.
-No Violka jak tam po weedendzie?-zapytała mnie Fran głosem pełnym ekscytacji.
-A co ma być? Weekend jak każdy inny no może troszkę dłuższy- droczyłam się z nimi.
-No weź opowiadaj jak  to jest być porwaną , to takie romantyczne - dodała rozmarzona Lara.
-No właśnie, wiesz co nawet się nie pochwaliłaś- powiedziała z irytacją w głosie Camila.
-Cami przecież doskonale wiem,że Leon was poinformował ...-skarciłam je wzrokiem .
-Napisał nam tylko,że jest z Tobą i ratuje wasz związek.- tłumaczyła się Ludmiła.
-No dobrze niech wam będzie. Powiem wam jak Leonowi na czymś zależy to przechodzi sam siebie.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy na samą  myśl o ostatnich dniach. Ludmiła tylko mnie szturchnęła spojrzałam na nią a jej oczy mówiły jedno: Cieszę się.
-Natalia a jak tam u Ciebie jakoś nic nie mówisz- do realizacji planu przystąpiła Eva.
-Wszyscy zdrowi w domu dzięki,że pytasz.-Odpowiedziała wymijająco Nata.
-O to Eva pytała...-powiedziała z powagą w głosie Marry, która dołączyła do naszej ekipy,tak samo jak i Lara.
-Właśnie, no więc co się dzieje-powiedziała z troską w głosie Ludmi,która znała najlepiej Nate.
-Coś z Maxim?-zapytała Camila. Natalia słysząc jego imię, momentalnie się rozkleiła.
-No się miało stać?-próbowała mówić przez łzy Natalia- zerwałam z nim to się stało, ale czuję,że usycham bez niego.
Automatycznie do niej podeszłam i ją przytuliłam.
-Już ciiii, maleńka wszytko będzie dobrze znam te ból. Dlaczego zerwaliście? Co się stało?- wyprostowałam się i spojrzałam w jej oczy, które były przepełnione bólem, cierpieniem, tęsknotą ...doskonale znałam to spojrzenie...
-Zapomniał o rocznicy o tym,że 4 miesiące jesteśmy razem, to jest już mój Maxi...-łkała Natalia, przez słowa można było odczytać,że bardzo się zawiodła na Maximilanie.
-Musicie dać sobie trochę czasu, uwierz mi rozłąka dobrze robi wszytko po niej jest hmmm....-próbowałam jakoś pocieszyć Natalię
-Trwalsze -dodała Ludmiła.
-Właśnie tego słowa mi brakowało.


Lara
Nie wiem czy powinnam zapytać, w końcu jest tu jego kuzynka ale jednocześnie jest tu moja szwagierka. Raz się żyje, chcę przeżyć taką miłość jaką one przeżywają, chcę być szczęśliwa mam nadzieję,że będzie mi to dane...
-Violu mam pytanie ale proszę nie śmiej się a Ty Ludmi nie mów nic Roberto.
-Jasne spoko nie będę-odpowiedziała Viola.
-Nie powiem to co jest powiedziane w naszym kręgu w nim pozostaje.
-Violu czy Fedrico ma kogoś?-a co zapytałam, najwyżej stanę się obiektem drwin.
-Wow zatkało mnie, z tego co mi wiadomo to nie...spotyka się z nikim. A czemu pytasz?
-A tak z ciekawości...-ups no to wpadłam.
-Ta jasne moja droga każdy ma prawo do miłości do szczęścia-mówic to Viola spojrzała na każdą z nas po czym zatrzymała się najpierw na Nacie a potem na mnie.
-Dzieki- czuję,że znalazłam przyjaciółki, i być może miłość.
 -Dziewczyny zrobiło się troszkę późno- powiedziała Marry.
Spojrzałam na zegarek była prawie 21, spoczko siedzimy tu 4 godziny.
-Trzeba się zbierać mam nadzieję,że mój dom stoi może to 4 godziny ale oni potrafią doprowadzić do stanu nie używalności w ciągu minuty.

Violetta
Biedna Natalia, mój biedny dom...
Po chwili dostałam SMS;
"Plan wykonany a jak tam u was, Kocham <3 L"
Odpisałam mu od razu:
"My też już zrealizowałyśmy naszą część planu. Ja też Cię kocham :* Jak tam mój dom   V"
Lecz  nie dostałam odpowiedzi.
-Czas wpadać w panikę , mój dom już może nie stać
-Ona ma rację, gdzie dwóch Verdasów...-powiedziała z przerażeniem w głosie Ludmiła.
A dziewczyny bez zastanowienia zabrały rzeczy i w te pędy ruszyły do domu Violetty....


Kilka godzin wcześniej

Dom Violetty


Federico 
To już jest po mnie.

Napoleon
Jestem już martwy.


Roberto
Boże jakie oni mają miny. Spojrzałem na Leona próbując powstrzymać śmiech.
-A więc Fedrico Cotza....
-Tak Roberto-powiedział z przejęciem Fede
-Masz moje pozwolenie na spotykanie się z moją siostrą, ale spróbuj ją skrzywdzić to poznasz smak zemsty Verdasów - mówiąc to wskazałem na Leona.
-Dziękuję Ci obiecuję nie skrzywdzę jej.


Brodway
-Napoleonie zatem chcesz się spotykać z moją siostrą ?
-Tak chcę- powiedział Napo przełykając ślinę .
-Zatem zgadzam się mam nadzieję mój przyszły szwagrze- na twarzy Napa pojawił się uśmiech-stary gdybyś widział swoją minę, bezcenna.
-Dzięki, zawsze można na Ciebie liczyć.



Violetta
-Jest dobrze dom stoi czyli jest można powiedzieć,że jest  dobrze-powiedziałam z lekką ulgą.
Kiedy weszłyśmy do domu doznałyśmy szoku.....



*****
No to jest. Wow nawet z dnia na dzień. Ale nie wiem kiedy następny.
Dziękuję,za komentarze pod ostatnim rozdziałem dodały mi bardzo otuchy,że to co pisze jednak się komuś podoba , dzięki <3
Pozdrowienia i Miłej lektury mam nadzieję ;*


piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 43

Park koło Studio21

Ludmiła
Podszedł do nas jakiś chłopak,którego widziałam pierwszy raz na oczy . I co mnie najbardziej zdziwiło Viola go znała. Podeszła do niego i się z nim przywitała. A co mnie najbardziej zdziwiło Leon nie był zazdrosny mało tego on  się z nim znał.
-Ej ludzie to jest Federico Cotza kuzyn Violetty.- podszedł do nas Leon wraz z tym chłopakiem.
-Hej miło Cię poznać, jestem Ludmiła Ferro, to jest Francessca, dalej Camila, Eva i Lara. -Każda z dziewczyn kiwnęła ręką na przywitanie.
-Ja jestem Roberto...-przerwał mu Federico
-Jesteś kuzynem Leona i chłopakiem Ludmiły.
-Wow sporo o nas wiesz- powiedział zaskoczony Roberto.
-Ja jestem Brodway, tam jest moja siostra Marry.
-Ta będziemy sąsiadami.
-O jak miło- dodał zdziwiony Brazylijczyk.
-Ja jestem Andres , to jest Napo, tam dalej jest Braco i Marco. A ten sam tam dalej -mówiąc to wskazał ruchem głowy na Maxiego. - Jak sądzimy ma obecnie kryzys w związku .
-A no właśnie właśnie brakuje mi Natalii
-Leon widzę,że dobrze go poinformowałeś -dodałam z nutą podziwu w głosie.
-Viola siedziała w łazience trochę długo -powiedział Leon z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Ej !- oburzyła się Viola i dźgnęła Leona w żebra.
-Ała bolało ...-Leon spojrzał na Viole, które początkowo mówiło : ,,A nie było tak ?" Lecz po chwili wymowa jego oczu była całkowicie inna : ,,Ale i tak Cię kocham'' i delikatnie uśmiechnął się do swojej dziewczyny.
Gdy skończyłam się w nich wpatrywac czego ostatnio mi brakowało ...inaczej brakowało mi patrzenia na ich szczęście i miłość. Ale wracając do rzeczywistości...
 -Ludzie co robimy z Maxim i Natalią , a raczej gdzie?- wrócił do sedna sprawy mój Verdas .
-U mnie odpada wyciąganie czegokolwiek od Naty bo chłopaki bd pomagać Brodway'owi w przeprowadzce -powiedziała Viola.
-Mogę wam pomóc ?-zapytał Federico.
-Każda para rąk się przyda -oznajmił Roberto.
-Dobra o 17 u mnie-zarządziła Fran
-Ok-oznajmiłyśmy jednogłośnie.




Dom Violetty



Leon
Jeju jakoś dziwnie czuję się w domu Violi bez niej . W sumie są chłopacy i kuzyn Violi więc nie powinienem czuć się nieswojo ...
-Ludzie do roboty bo jak dziewczyny wrócą to nic nie zrobimy - ta oczywiście mam na myśli Violkę,bo musimy troszku nadrobić.
-Ta jasne i wcale nie masz na myśli Violi?- dodał z ironią w głosie Andres .
-Powiedziałem przecież,ze dziewczyny czyli Marry i Ludmi, Cami, Fran, Larę i resztę.
-Ależ oczywiście masz rację-powiedział sarkastycznie Andres.
-Tobie rzeczywiście trzeba znaleźć drugą połówkę, bo wszędzie doszukujesz się tego,że za wszelką cenę chcemy się widzieć z dziewczynami- nie żebym temu zaprzeczał, ale to swoją drogą.
-Będziemy tak gadać bo serio nas tu dziewczyny zastaną i znów zacznie się  gadka,że tyle czasu i nic nie zrobiliśmy i wtedy dopiero się zacznie.-powiedział Roberto.
-A właśnie Maxi co tam u Ciebie?- zapytałem próbując wykonać nasz plan.
-Właśnie stary- podtrzymywał temat Marco.
-Nic się nie stało-powiedział bez przekonania Maxi kładąc karton na podłodze.
-Ta jasne, bo Ci uwierzę!-  Powiedziałem z lekkim uniesieniem .
- Natalia ze mną zerwała, lepiej !!?- Powiedział Maxi z irytacją w głosie, od razu usiadł i  zakrył twarz rękoma.
-Ej no stary czemu nic nie powiedziałeś, kiedy ?
-Wczoraj...
Jaki los bywa przewrotny ja się pogodziłem z Violką a on rozstał się z Natą. A byli oni dla nas przykładem....
-Nie martw się wszytko się ułoży sam zobaczysz. Spójrz chociażby na mnie i Violę, nasz związek wiele przeszedł nawet więcej niż nie jedno małżeństwo a i tak jesteśmy razem. Potrzebujecie czasu.
-Dzięki Leon i wam też chłopaki i wiecie co macie rację muszę o nią zawalczyć bo umartwianie nic nie pomoże.
-No widzę,że zaczynasz zdrowo myśleć- powiedział Braco.
-Chłopaki- odezwał się Fede.- A szczególnie Roberto i Leon nie mieliście nic przeciwko,jeżeli zaprosiłbym Larę na spacer?
-A co wpadła Ci w oko zobaczcie go ledwo przyjechał i już znalazł swoją połówkę a jo to co ?- zbulwersował się Andres.
-Jeżeli o tym mowa to ja mam podobne pytanie do Brodwaya w sprawie Marry- oznajmił Napo
Mina chłopaków wyrażała zdziwienie.
Verdasowie spojrzeli po sobie porozumiewawczo i wydali werdykt.



*****
To rozdział jest oceńcie sami bo mi aż siara go czytać bo  mi się nie podoba. Rozdziały będa różnie. Dziękuję za nominację ale kiedy ja je zrobię to ja sama nie wiem.
Dziękuję za wsparcie was wszystkich, dziękuję,że czytacie moje wypociny które według mnie  nie są nic warte .
Pozdrawiam i życzę miłej lektury:*
Do zobaczenia <3


poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 42

Studio 21

Camila
Ten weekend minął bardzo szybko . A w tym tygodniu wyjeżdża moja miłość życia. Jakie to życie jest nie sprawiedliwe, jaka ta miłość jest nie sprawiedliwa ...
A co to moje napuchnięte oczy widzą Viola wchodzi do Studia z Leonem...za rękę.
-Widzę, że weekend się udał moi kochani?- zapytałam, wymuszając uśmiech na twarzy.
-A udał - wtedy Viola uśmiechnęła się do Leona i się do niego wtuliła. A ja odwróciłam wzrok w stronę szafki i próbowałam powstrzymać potok łez.
-Ej Cami co jest? Czemu jesteś taka smutna? Dlaczego się nie cieszysz?- zapytał mnie Leon. A ja spojrzałam  na niego jak na idiotę.
-Verdas weź mnie nie dobijaj ! Z czego mam się cieszyć?! Z tego,że Brodway wyjeżdża ?
-Cami to Ty nic nie wiesz ? -Viola spojrzała na mnie jak na idiotkę
-A co mam niby wiedzieć? Oświećcie mnie ...
-Brodway zostaje wraz z siostrą. Będą mieszkali u mnie w domku dla gości. Brodway nic nie powiedział?
Właśnie w tym momencie do Studia wszedł Brazylijczyk. A ja spojrzałam na niego złośliwym spojrzeniem, po czym uśmiechnęłam się i rzuciłam mu się na szyję.
-Ty podły draniu, dlaczego mi nic nie powiedziałeś?
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę.
-No i udało Ci się-pocałowałam go w policzek, po czym on objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę sali, gdzie za chwilę miały odbyć się zajęcia tańca.

2 godziny później :

Roberto
-Padam, ratunku- wypowiedziałem to z resztą sił jaka mi pozostała po zajęciach z Gregorio.
-Nie tylko Ty ja nie czuję mięśni-dodał mój kuzyn.
-Ała ałć jak boli masaż by się przydał- dodała Viola.
-Co u dzisiaj odbiło? Tak nas katować- jęczała Cami.
-Violu kochanie wspominałaś o masażu ? -zapytał się z nadzieją w głosie Leon
-Tak ale dla mnie-zgasiła go Viola
-Nie marudźcie bywało gorzej -dodał jakoś dziwnie ożywiony Brodway -Właśnie chłopaki, pomożecie mi z tą przeprowadzką ? Nie chcę kłopotać Pana Castillo i tak wystarczająco zrobił dla mnie i Marry.
-Jasne , nie ma sprawy. -odpowiedział Leon
-Tylko jeden warunek nie dzisiaj - podkreśliłem.
-Pomimo,że po mnie tego nie widać też jestem zmęczony. Więc proponuję jutro.
-To jest bardzo dobry pomysł.-powiedział Leon.


Maxi
Ty tępa pało! Jakim cudem nazywasz się mężczyzną skoro zaprzepaszczasz swoją szansę na szczęście. Jesteś idiotą, nawet nie potrafisz jej odzyskać. Zerwaliście wczoraj a Ty nic nie robisz w tym kierunku aby ją odzyskać. Z każdą minuta, sekundą brakuje mi jej co raz to bardziej.

Przerwa(30min) 

Park koło Studio 21

Ludmiła
-Dziewczyny gdzie jest Natalia? Widziała ją któraś ?
-Widziałam ją dzisiaj rano, ale potem to juz nie -odpowiedziała Fran.
-Coś się wydarzyło pomiędzy nią a  Maxim ...-stwierdziła Eva
-Skąd ten pomysł?- bardzo ją lubią ale co ona wygaduje.
-Bo dziś nawet na siebie nie spojrzeli, a na zajęciach śpiewali osobno a poza tym spójrz na Pontego, siedzi bez życia.
Rzeczywiście Eva miała rację. Coś jest na rzeczy. Podeszli do nas chłopcy .
-Wiecie może co się dzieje z Maxim ?- zapytał Leon, po czym wskazał na Maxiego siedzącego samego na ławce.
-W ogóle nie mógł skupić się na próbie- dodał Brodway
-Nie wiemy nic -dodała Violetta i podeszła do Leona a ten ją objął
-A wy widzę...no wyjazd udany-dopowiedziałam z wielka radością. Tylko gdzie mój Verdas się podziewa.
Oni nic nie powiedzieli tylko spojrzeli sobie głęboko z oczy. Oglądałam się w poszukiwaniu Roberto, i ku memu przerażeniu zobaczyłam Emmę, która spoglądała na Leona i Violę triumfalnym wzrokiem, ona mnie na serio przeraża.
-Ej ludzie co robimy z Natalią i Maxim?-przywróciła mnie do porządku moja szwagierka tzn. Lara.
-Robimy tak jak zawsze -powiedział Braco.
-To znaczy jak?- zapytał zdezorintowany Marco.
-My gadamy z Maxim a wy z Natą. -powiedział Roberto, który do nas dołączył.
-To kiedy?- zapytała Camila
-Proponuję jutro.-powiedziała Viola.
-Mam pomysł zwerbujemy Maxiego do pomocy przy przeprowadzce- powiedział mój Verdas.
-To ja też wam pomogę-powiedział Barco.
-Idę z wami - dodał Andres
-Im nas więcej tym szybciej pójdzie,ja wam też pomogę.-Zgłosił się Marco.
-Nie no przy takiej ekipie pójdzie nam znacznie szybciej -powiedział Brodway.

Po chwili dołączył do nas jakiś chłopak...






***
Rozdział troszku bardzo lipny daremny i wgl masakra tak dlugo mnie nie było a tylko na takie coś mnie stać.  Nie napisałam całego rozdziału, tzn zmodyfikowałam go bo troszku inaczej miałam w zeszycie.
Bardzo przepraszam,że mnie tak długo nie było ale matura, prawko studniówka masakra . Jak coś nowego wydobędę z siebie to na pewno dodam

środa, 9 października 2013

Zabijcie mnie powieście zróbcie co chcecie ....

Wow dawno mnie tu nie było bardzo dawno...długo myślałam na tym czy dalej pisać. Czy w ogóle tu wracać bo w końcu matura,  egzamin zawodowy prawko. Ale postanowiłam, że jednak nie przestanę pisać.
Czemu mnie tak długo nie było dużo by wymieniać bo mnóstwo rzeczy się skumulowało i tak niestety wyszło. Jedynie co mi pozostaje to WAS serdecznie przeprosić i prosić WAS o wybaczenie.

Co do rozdziałów bd się pojawiać ale nie regularnie raz codziennie a  raz w tygodniu. Zobaczę jak wyrobię .

Pozdrawiam ;*